2024-06-17

stacjakultury-pl

Kultura, recenzja, zapowiedzi, ciekawostki

Złote cytrynki recenzja książki

3 min read

Stylizowane na kobiece piersi cytryny, dwuznaczny tytuł i widniejące w lewym dolnym rogu określenie „komedia romantyczna”. Wszystko to w otoczeniu intensywnej, energetyzującej żółci. Zapowiadało się sprośnie.

 

Pierwsze, pilnie prześledzone zdania upewniły mnie, że idę w dobrym kierunku. Pikantny romans? Rubaszny erotyk? Nic bardziej mylnego. „Żółte cytrynki”, będące tak na marginesie nazwą restauracji, w której pracuje główna bohaterka, okazały się lekką, przyjemną, inteligentną książką.

 

Agnes, za szczupła, za wysoka posiadaczka za małych piersi znalazła nowego adoratora. Właściciel restauracji,  podstarzały, niski Francuz po serii puszczanych do niej oczek, klapsów i rzucanych w jej kierunku uwag mających podtekst seksualny, postanowił zrobić krok naprzód w integracji z niebrzydką pracownicą. W ciemnej piwnicy, pełnej drogich i droższych win próbował uzyskać od niej namacalny dowód wdzięczności za pracę w najlepszej sztokholmskiej restauracji. Mówiąc krótko: usiłował ją zgwałcić. Po szarpaninie, której ofiarą stała się jedynie niezwykle cenna butelka Château Pétrus, Agnes wróciła do domu, gdzie zamiast czekającego na niej seksownego muzyka zastała milczącą pustkę. Ukochany, jak poinformował ją telefonicznie, postanowił zrobić sobie przerwę tuląc się w ramionach cycatej chórzystki zespołu. Agnes została bez pracy, bez faceta, ale za to z nowym sąsiadem, słuchającym wciąż starodawnych dinozaurów w postaci Pink Floydów i Deep Purple. Z sąsiadem, który zajął jej kolejkę w pralni. Z sąsiadem, którego nienawidziła za poranną muzykę, wytarte sztruksy i owłosione palce u stóp. Ale jako że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego, Agnes odzyskała sens życia, popełniając przy tym lawinę błędów. Miała swoje „Żółte cytrynki”!

 

Książka, choć nie należy do grona przesadnie wartościowych, jest ciepłą, pełną humoru opowieścią o zwyczajnej, przeciętnej kobiecie, której udało się wyrwać z prowincjonalnego miasteczka. O kobiecie, która upada i odnosi zawodowe sukcesy, która popełnia błędy i nie zawsze udolnie stara się je naprawiać. O kobiecie, która jest typowa – niezdecydowana i naiwna. O kobiecie, która pragnie być kochana.

 

Akcja „Żółtych cytrynek” rozgrywa się głównie w restauracji i w domu Agnes, ale często przenosi się także do jej rodzimego miasteczka, Länninge. Dzięki plastycznym opisom z łatwością możemy wyobrazić sobie to malownicze, acz odosobnione miejsce, w którym każdy dom wygląda tak samo. Opisy autorki nie nużą, a pozwalają poznać środowisko i mentalność odległych nam Skandynawów.  Także ich pomysłowość – choćby  nowatorski sposób na przegonienie saren z ogrodu.

 

Powieść Kajsy Ingemarsson nie jest przesłodzona. Nie opisuje wyłącznie pasma wiecznych sukcesów bohaterów, ale także ich słabe strony – chorobę alkoholową, napady furii czy złości, pociągającej za sobą rodzinne kłótnie. Nie ma tu cudownych ozdrowień, niewiarygodnych zwrotów akcji czy przesłodzonej miłości. Są natomiast ludzkie błędy, rozczarowania, nadzieje i marzenia, które – jak się okazuje – czasami się spełniają. Wszystko to napisane płynnie, wiarygodnie i konsekwentnie (szczególne uznanie należy wyrazić tłumaczce książki, Natalii Januszewskiej).

 

Książka swoim początkiem rozbudza ciekawość czytelnika, jednak wydaje mi się, że po kilkudziesięciu stronach akcja na pewien moment zastyga. Warto jednak przebrnąć przez te mniej pasjonujące fragmenty, by po kolejnych stronach natrafić na zupełnie niespodziewane zwroty akcji. Książka poniekąd przewidywalna (szczególnie łatwo przewidzieć jest zakończenie), ale w zdecydowanie większej części zaskakująca. A przewrotna kobieta, której Kajsa Ingemarsson zadedykowała tę książkę, lubi być zaskakiwana.

 

Warto dodać, że „Żółte cytrynki” należą do kiełkującej właśnie serii „Książki do czytania”. Jak wspomina wydawca, wybrane pozycje to książki, które mają się dobrze czytać – czy to w metrze, na plaży, w parku czy na nudnym wykładzie. Książka Kajsy Ingemarsson doskonale wpasowuje się w założenia serii, jednak wciągająca fabuła może grozić przegapieniem odpowiedniej stacji, spaleniem wystawionej na słońce skóry czy reprymendą wykładowcy. Ale czy nie warto?

 

Autor: Kajsa Ingemarsson
Tytuł: Żółte cytrynki
Tytuł oryginalny: Små citroner gula
Wydawca: słowo/obraz terytoria
Data wydania: 12 listopada 2009
Kategoria: Komedia romantyczna
Ilość stron: 300
Oprawa: Miękka
Cena: 34,00

Autor recnezji: Marta Kalinowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Copyright © All rights reserved. | Newsphere by AF themes.