Podróż Enrique recenzja książki
3 min read
Sonia Nazario jest laureatką Nagrody Pulitzera za opublikowane w „Los Angeles Times” reportaże podejmujące temat uchodźstwa z krajów Ameryki Środkowej. „Podróż Enrique” stanowi rozwinięcie nagrodzonych tekstów, choć może „zebranie w spójną całość” byłoby tutaj odpowiedniejszym sformułowaniem.
Książka może mieć szczególne znaczenie dla polskiego czytelnika, ponieważ daje szansę na bliższe przyjrzenie się problemowi, który pozostaje nam w dużej mierze obcy. Sonia Nazario porusza bowiem temat masowych emigracji do USA z ubogich krajów Ameryki Środkowej, takich jak Honduras. Powieść napisana jest z perspektywy Enrique, kilkunastoletniego chłopca, którego matka wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu pracy bardziej dochodowej niż w ojczyźnie. Jako rozwódka, w Hondurasie musiała walczyć każdego dnia o podstawowe środki do przeżycia, nie wspominając już o zapewnieniu dzieciom możliwości uczenia się. Planowała wyjechać najwyżej na dwa lata, ale okazało się, że były to zbyt naiwne i optymistyczne założenia. Syn, coraz bardziej zniecierpliwiony, nie mogąc zrozumieć matki, która go opuściła, postanawia wyruszyć w podróż i odnależć ją w USA.
Czytając ten początkowy fragment „Podróży Enrique”, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to wszystko trąci trochę banałem, wątpliwej jakości melodramatem. Gwoli ścisłości – Sonia Nazario pisała tą książkę w oparciu o relacje samego Enrique, a także własne doświadczenia (zdecydowała się przebyć drogę z Hondarasu do USA na dachach pociągów, tak jak dokonał tego nastolatek, którego opisała). Nie należy więc wątpić w prawdziwość relacji dziennikarki. Niemniej jednak samo stwierdzenie, że opisane w książce wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości, w mojej opinii nie wystarczy. Podejmując tak trudne tematy łatwo popaść w banał, nawet niechcący posłużyć się metodą szantażu emocjonalnego, tak charakterystyczną dla wyciskaczy łez. Niestety, Sonii Nazario nie udało się uniknąć tej pułapki. Podejmowany problem przedstawiła w bardzo rzetelny, bogaty wręcz sposób. Nie brakuje danych statystycznych i mnóstwa opisów. Autorka zadbała również o to, aby jej utwór nie miał zbyt jednoznacznej wymowy. Enrique, którego na początku widzimy jako pokrzywdzonego nastolatka, już jako dorosły mężczyzna wydaje na narkotyki pieniądze, które miały pomóc mu w sprowadzeniu własnego dziecka do Stanów Zjednoczonych. W pełni zostaje naświetlona trudna sytuacja matek i ich rozdarcie. Nazario nie potępia, stara się przedstawić sytuację w możliwie najpełniejszy sposób, aby móc ją zrozumieć.
Cały problem tej książki leży w języku, jakim jest napisana. Czytając „Podróż Enrique”, miałem czasami wrażenie, że wertuję jakąś niezbyt wysokich lotów gazetę, wręcz brukowiec. Niektóre zdania ewidentnie mają wywołać w czytelniku szok, oburzenie. Oczywiście zawsze piszemy tak, aby wywołać w osobie czytającej jakieś określone emocje, jednak trzeba to umieć robić z wyczuciem i pewną dozą subtelności, a nie w sposób zgoła prostacki. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron można ignorować sformułowania kojarzące się z krzykliwymi nagłówkami, ale mniej więcej w połowie ksiązki ten styl staje się bardzo drażniący. „Podróż Enrique” kończyłem zmęczony, a nawet znudzony.
Podziwiam gigantyczną pracę jaką Sonia Nazario musiała wykonać, aby napisać tę książkę. Jej odwaga, wynikająca z chęci jak najpełniejszego zapoznania się z problemem uchodźstwa, może imponować. Nie jest to jednak w stanie zatrzeć we mnie uczucia pewnego niesmaku, wywołanego sposobem, w jaki Nazario opisała wszystkie te doświadczenia. Treści trzeba umieć nadać formę, aby stała się naprawdę wiarygodna, a autorce „Podróży Enrique” się to nie udało.
Wydawnictwo: Replika
Tytuł oryginalny: Enrique′s Journey
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kłosiewicz Anna
Oprawa: miękka
Stron: 344
Wymiary: 145×205
Rok wydania: 2009
autor recenzji : Kamil Kuhr