Flaming Lips: Embryonic recenzja

Bo przecież od zarania swoich dziejów wykraczali trochę poza ramy tego, co zwykliśmy rockiem niezależnym nazywać, więc stosowanie tego terminu w ich przypadku może być jak określanie tekstów Comy mianem trochę bezsensownych. Zespół udowodnił już, że potrafi eksperymentować z różnymi brzmieniami na drodze całkiem naturalnego rozwoju, cały czas zachowując swój eksperymentalny posmak. Wystarczy zestawić np. ckliwą Yoshimi z recenzowanym tu najnowszym albumem – niby zupełnie inne granie, a mimo to nadal rozpoznawalne i w konwencji Lipsów znakomicie się wpasowujące. Czym zatem zostaliśmy uraczeni tym razem?

Czytaj dalej Flaming Lips: Embryonic recenzja

Moonspell: Darkness And Hope recenzja

Muzycy zapragnęli sięgnąć nieco w przeszłość i przywołać ducha pierwszych płyt Moonspell. Rzeczywiście, pod względem klimatu im się to udało. Powraca dobrze znana, mroczna atmosfera, tak przecież pasująca do opowieści o wampirach, wilkołakach i innych stworach ciemności. Również pod względem tekstowym Fernando (wokalista grupy) wraca do korzeni, poruszając przede wszystkim tematykę miłości i śmierci, porzucając tym samym filozoficzne rozważania.

Czytaj dalej Moonspell: Darkness And Hope recenzja

Mark Knopfler: Get Lucky recenzja

W latach 70 i 80-tych odniósł z nimi spektakularne sukcesy na listach przebojów, z takim nagraniami jak: „Sultans Of Swing”, „Walk Of Life”, „Brothers In Arms” czy mega-hitem „Money For Nothing”. Dire Straits byli kilka razy nagradzani BRIT Awards, MTV Video Music Awards. Mają na swoim koncie statuetki Grammy.

Mark Knopfler swoją pierwszą solową płytę nagrał dopiero w 1996r. i był to krążek pt. „Golden Heart”. Kolejne ukazywały się: w 2000r. „Sailing To Philadelphia”, gdzie gościnnie wystąpili Van Morrison, James Taylor; „Shangri-La” w 2004r.; „Kill To Get Crimson”(2007r.), którą artysta nawiązał do swoich lat młodzieńczych.
Najnowszy studyjny krążek Marka Knopflera – „Get Lucky”, to połączenie rocka, bluesa i folku.

laptopy poleasingowe Kraków

Podobnie jak przy ostatniej płycie, Mark powraca w warstwie tekstowej do lat młodości spędzonych w Newcastle i Glasgow. Tradycyjnie przy nagraniu nowego materiału, towarzyszyli mu sprawdzeni i utalentowani muzycy: Chuck Ainlay i Guy Fletcher oraz akordeonista Phil Cunningham, flecista Michael McGoldrick i multiinstrumentalista John McCusker.

W istnie bluesowym stylu znajdziecie kompozycję „You Can′t Beat The House”, a głęboko zakorzenioną w celtyckich brzmieniach „Before Gas & TV”. Nagranie „Border Reiver” to utwór w folk-rockowej nucie, bohaterem której mógłby być kierowca ciężarówki. Natomiast ballada „Piper To the End” mówi o wujku, który zaginął podczas wojny, którego Mark Knopfler nigdy nie poznał.

W sumie jedenaście premierowych kompozycji jest, bardzo spokojnych, wprowadzających w zadumę, bez szaleństw, pełnych wspomnień a nawet nostalgii. Dla fanów talentu i twórczości Marka Knopflera płyta jest obowiązkowa.

Arkadiusz Kałucki

Cult Of Luna: Eternal Kingdom recenzja

Po wielu słowach dezaprobaty i po jeszcze większej ilości przekleństw skierowanych pod adresem Cult of Luna postanowiłem dać im jeszcze jedną szansę. Całkowicie odłączając się od świata, przy zgaszonym świetle i słuchawkach na uszach wyłapałem to, co wcześniej całkowicie mnie ominęło. Zostałem przygnieciony ciężarem „Eternal Kingdom”, doszczętnie zniszczony przez zmiany tempa, melodię i perfekcję wykonania tej płyty. Zastanawiając się nad tym, czego właściwie oczekuję po sludge metalu, doszedłem do wniosku, że Cult of Luna nagrała album, który w pełni mnie usatysfakcjonował.

Czytaj dalej Cult Of Luna: Eternal Kingdom recenzja

Rammstein: Liebe Ist Fur Alle Da recenzja

Ostatnie „poszukiwania inspiracji” trwały długie cztery lata, których owocem stał się album o jakże dźwięcznej i nieco przydługiej nazwie „Liebe Ist Für Alle Da”. Nie trzeba być wykwalifikowanym germanistą z dyplomem, aby domyślić się, że myślą przewodnią krążka będzie zagadnienie miłości, a w przypadku Rammstein – miłość o wielu, często negatywnych twarzach.

Czytaj dalej Rammstein: Liebe Ist Fur Alle Da recenzja

Letko: Many Things recenzja

Do pierwszego należy grupa uznanych artystów, którzy swoje pierwsze sukcesy zdobywali często w czasach, kiedy nikt jeszcze nie myślał o „Solidarności”. Jest to spora, chociaż coraz bardziej milczący grupa muzyków, wokalistów i tekściarzy, dla których istniał w zasadzie wyłącznie język rodzimy. Często był to pop bardzo zacnej jakości. Drugim nurtem, który króluje w radiach i telewizji jest mainstream. Czyli całe to nieznośne dziadostwo zalewające nas ze wszystkich stron mdłymi lub po prostu kradzionymi melodiami łączony z banalnymi, bądź nieznośnie intelektualnymi tekstami. Czy ktoś z was potrafi zanucić jakąś piosenkę Feel? Nie widzę rąk w górze. Ale jakiś kawałek Maryli Rodowicz to byście potrafili, prawda? No właśnie. Media przekonują nas oczywiście, że to najlepsze na, co nas stać i nawet, jeśli trafi się dobry artysta (Smolik), to szybko go przetrawią na pop-papkę, bądź usuną.

Czytaj dalej Letko: Many Things recenzja