Stanisław Soyka w Stodole!

Pierwotnie koncert zespołu Soyka Kwintet + miał odbyć się 10 listopada 2009 roku, w ramach promocji najnowszej płyty  „Studio Wąchock”, wydanej w październiku tego samego roku. Został jednak niespodziewanie odwołany.

Bilety zakupione na listopadowy koncert pozostały ważne, a dla osób, które chciałyby wybrać się na koncert, a nie mają jeszcze wejściówki, przedstawiamy cennik:

Czytaj dalej Stanisław Soyka w Stodole!

Czesław Mozil: Czesław śpiewa – Debiut recenzja

…że tak sobie na wstępie zrymuję, hej!

Inna sprawa, że doprawdy trudno solowy debiut Czesława Mozila opisać tym bardziej, że przecież nie w przypinaniu łatek i szufladkowaniu rzecz. Najzabawniejsze, że jakąkolwiek łatkę przypiąć, jakiekolwiek źródła inspiracji i nawiązania gatunkowe wskazać, jakkolwiek zaszufladkować. każde twierdzenie będzie zarazem bezsprzecznie prawdziwe jak i całkowicie błędne. Istny koszmar krytyka muzycznego!

Przede wszystkim zwraca uwagę muzyka komponowana przez akordeonistę Czesława Mozila. Szaleńczy collage stylów swój niepowtarzalny klimat zawdzięcza w dużej mierze ironicznemu dystansowi, jaki ów absolwent Royal Danish Music Academy najwyraźniej zachowuje wobec świata, swojej twórczości i siebie samego. Za każdym razem jednak, czy to słuchając nagrań Tesco Value, którego Czesław Mozil jest założycielem, czy komentowanej właśnie płyty, nie ma najmniejszych wątpliwości co do osoby twórcy. I jeszcze ten wokal Czesława – zahaczający o brak umiejętności, ocierający się o fałsz, dziecinny, niedorzeczny, a przez to tak wspaniale synchronizujący z muzyką Mozila. To zarazem olbrzymi kontrast i wyzwanie rzucone paździerzowym plastikowo chrypiącym tandeciarzom czy silikonowym blond idiotkom o tak bezbarwnych głosach, że ich teledyski najwięcej zyskują na wyłączeniu dźwięku.

Czytaj dalej Czesław Mozil: Czesław śpiewa – Debiut recenzja

Katie Melua: Piece by Piece recenzja

Kilka prostych akordów. Subtelnie rozmieszczane dźwięki wzbogacają aranżację. Fortepian, podkreślający dramatyzm. Gdzieś w tle smyczki rzewnie płaczą. I głos. Czysty, niezwykle sugestywny. Piękny, nienachalnie operujący szeroką gamą dźwięków. Spokojnie zadający trudne pytanie o murzyński rasizm i jego przyczyny. Dramatycznie narastający krzyk sprzeciwu – wciąż czysty, piękny.

Tak wyglądało moje pierwsze spotkanie z twórczością Katie Melua. Utwór Spider′s web zaskoczył chyba wszystkich sugestywnym dramatyzmem i niezwykle trudną tematyką. I chyba czymś jeszcze, czymś tak niezwykłym, że aż trudnym do nazwania. Słuchając albumu Piece by Piece trudno uwierzyć, że od premiery płyty mijają już trzy lata. Ale to jest właśnie to nieuchwytne „coś”, co sprawia, że co jakiś czas sięgam na półkę poszukując płyty ze śliczną wokalistą na okładce. I za każdym razem z przyjemnością odkrywam tę płytę na nowo.

Czytaj dalej Katie Melua: Piece by Piece recenzja

Exhumed: Gore Metal recenzja

Rozumiem – muzycy chcą być takimi artystami, których twórczość będzie zapamiętana przez tych, co się na nią natknęli przez przypadek lub całkiem celowo. Okropnie „dająca po oczach” okładka albumu: „Gore metal” psubratów z zespołu jest chyba jednym z chwytów marketingowych. Bez wątpienia pozostanie w mojej pamięci.

Czytaj dalej Exhumed: Gore Metal recenzja

Ed Sheeran + recenzja płyty

Ed Sheeran miał być objawieniem 2011 roku, co przez moment było prawdą, ponieważ jego singiel „You need me, I don′t need you” wystrzelił jak z procy i trafił w tłum krzyczących fanek, ale nie chodzi tylko o sam utwór, który jest naprawdę dobry, Ed i twórcy teledysku do piosenki wykazali się kreatywnością i stworzyli wideo w którym występuje mężczyzna „tłumaczący” tekst piosenki w języku migowym (teledysk poniżej).

Czytaj dalej Ed Sheeran + recenzja płyty

The Fray: The Fray recenzja

Chłopcy z Denver już w 2005 roku udowodnili, że na amerykańskiej scenie rockowej nie będą outsiderami. Ich doskonale przyjęta płyta „How to save a life” z promującym ją singlem o tym samym tytule znalazła się w pierwszej trójce prestiżowej listy Bilboard 100. Żaden kawałek z tego krążka nie zasługiwał na miano nieudanego. Każdy miał coś w sobie i poruszał. Niewiele jest debiutanckich płyt, które brzmią tak profesjonalnie. Zwykle potrzeba czasu, aby machina zaczęła się szybko toczyć. W przypadku The Fray było inaczej. Zaczęli na wysokich obrotach.

Czytaj dalej The Fray: The Fray recenzja

Celeste: Nihiliste(s) recenzja

To już drugi krążek ekipy, która gra slugdecore i na dodatek z rodzaju tych bardziej depresyjnych. Na wstępie zaznaczam, że ci z Was, co nie przepadają za sludge’owymi klimatami nie powinni się zniechęcać, gdyż Celeste nie trzyma się aż tak bardzo tejże konwencji. Chłopaki trochę mieszają gatunki, a to sprawia, że jeszcze bardziej podoba mi się ich materiał.

Czytaj dalej Celeste: Nihiliste(s) recenzja