Królowa Lata recenzja książki

Aislinn jest przeciętną nastolatką pod względem wyglądu i charakteru, ale jest coś co ją wyróżnia na tle innych osób w jej wieku. Dziewczyna bowiem od zawsze widzi wróżki. W jej rodzinie jest to dar przekazywany po kądzieli, dlatego też jest dla niej równie normalne jak picie herbaty o poranku. Babcia wpoiła Aislinn pewne zasady: „Nigdy nie przyciągaj ich uwagi”, „Nie rozmawiaj z niewidzialnymi wróżkami”, „Nie patrz na niewidzialne wróżki”. A wszystko dlatego, że wróżki potrafią być okrutne, złośliwe i bezwzględne.

Czytaj dalej Królowa Lata recenzja książki

Mowa ciała: co mówią o nas nasze ręce?

Mowa ciała jest bardzo istotna w komunikacji międzyludzkiej, warto jej zatem poświęcić więcej uwagi. To jak się w danej chwili czujemy – czy jesteśmy zestresowani, pewni siebie tudzież przejawiamy aprobatę bądź dezaprobatę – mogą zdradzić nasze gesty, nawet jeżeli twarz przybiera kamienny wyraz. Warto jednak zaznaczyć, że mowy ciała nie powinno się używać wymiennie z terminem komunikacji niewerbalnej, albowiem obejmuje węższy zakres m.in.: gesty oraz ruchy ciała, jego postawę i ukierunkowanie, ruch gałek ocznych, mimikę, a także sposób użytkowania z przestrzeni interpersonalnej. Należy wiedzieć, że do mowy ciała nie zalicza się takich komunikatów jak:

– niewerbalne aspekty mowy (np. specyfika używania oraz wypowiadania słów albo pomyłki językowe) komputery poleasingowe warszawa

– kontakt wzrokowy (jest bowiem tzw. komunikatem interakcyjnym)

– sposób ubierania się i doboru makijażu

– przedmioty, niosące dodatkową informację na temat danej osoby (np. noszenie przez nią biżuterii bądź marka samochodu, którym jeździ)

Intrygującym zagadnieniem jest tzw. język dłoni i rąk. Wbrew pozorom nasze ręce mają wiele do powiedzenia, natomiast z „nerwowej gry palców” można odczytać skrywane myśli rozmówcy. W poniższej tabeli znajdują się najczęściej spotykane przykłady wymowy rąk (po kliknięciu na obrazek, zobaczycie go w oryginalnym rozmiarze):

Opracowano na podstawie książki pt.: „Mowa ciała. Co znaczą nasze gesty?” Andy’ego Collinsa (rysunki ze stron 30-33) laptopy poleasingowe

Małe wielkie kino recenzja książki

Pamiętacie te czasy,kiedy w piżamach pędziliśmy do telewizora w sobotnie i niedzielne poranki? Myszka Miki, Kaczor Donald, Królik Bugs czy Kaczor Duffy to herosi naszej młodości, na których patrzyliśmy niegdyś z wyrozumiałością, a każdy gag – choć dziś pewnie niezrozumiały, był świetnym dowcipem. Co z tego, że tradycja burleski zwykle jest dla nas tajemnicą, często do dziś. Każda bajka wydawała się ponadczasowa, a dziś z przyjemnością do nich wracam i z zaskoczeniem odkrywam, że kiedyś epizody aminków wydawały się dużo dłuższe, a data ich powstania dalece odleglejsza niż się wydawało.

Z tekstem Pawła Sitkiewicza spotkałem się pierwszy raz kilkanaście miesięcy temu w czasopiśmie „Panoptikum” nr 7/2008 („Wychowywać czy pouczać? Perswazja i propaganda w polskim filmie animowanym dla dzieci” – można przeczytać to na stronie www.katalog.czasopism.pl/).  Moją uwagę zwróciła wtedy pasja i wiedza młodego człowieka (rocznik ’80) na temat animacji. Kiedy więc dowiedziałem się o książce „Małe wielkie kino” z ciekawością czekałem na recenzencki egzemplarz. Sitkiewicz z wykształcenia jest historykiem animacji i filmu, na życie zarabia pracując na Uniwersytecie Gdańskim.

amso.pl

W trakcie lektury wychwalałem YouTube′a , jako namacalnego źródła, w którym możemy poznać dobra naszej kultury. Większa część animacji omawianych w książce jest po prostu nieznana. Pewnie dużo z nas widziało Myszkę Miki na parowcu „Willie” (z roku 1928), ale kto z nas kojarzy jeden z pierwszych filmów animowanych kukiełkowych „Sen w Krainie Zabawek” Artura Melburne-Coopera z 1907 roku?

 

Arthur Melbourne-Cooper, Dreams of Toyland, 1907 r.

 

Walt Disney, Steamboat Willie, 1928 r.

 

Pierwszą rzeczą w historii animacji, z którą Paweł Sitkiewicz próbuje się zmierzyć, to definicja „bajki”. Otóż, wiele istniejących wyjaśnień zdaje się być nie do końca precyzyjnych. Jaki koń jest, każdy widzi, ale wiele z animacji jest do siebie podobnych. Grające zapałki z filmu Melbourne-Coopera czy King Kong wspinający się na metalowy „dach świata”, a na nim walczący z pilotami w samolotach, biegnące na pomoc Śnieżce krasnoludy, ruchome potworki z filmów Burtona – wszystkie zgrabnie wpisują się w definicję, choć różnice między nimi widać na oko. W końcu cała „zabawa” animacji polega na ożywieniu postaci dwu- i trójwymiarowych. Sitkiewicz objaśnia istniejące definicje, a na koniec stawia swoją – trzeba przyznać, że całkiem zgrabną.

laptopy poleasingowe

Książka nie jest jednak opisem technologii, tylko historią animacji i stylów w niej funkcjonujących z jednym wyraźnym – na animację rysunkową i lalkową. Niestety, ta historia sięga jedynie połowy XX wieku i przez to „Małe wielkie kino” wydaje się być niekompletne. Brakuje współczesnego elementu naturalnej ewolucji technologicznej i filmów Disneya (choć nie tylko) powstałym po części oraz tylko przy pomocy komputera. Pewnie jednak pójście w tym kierunku zmusiłoby historyka do podwojenia objętości pracy, bo  musiałyby się znaleźć informacje o dawnych i współczesnych efektach specjalnych typu walczące kościotrupy tworzone tradycyjną metodą z filmów lalkowych czy dinozaury z Parku Jurajskiego. Efekty specjalne (z komputera oczywiście) w „Królu Lwie” bądź wygenerowany komputerowo „Shrek”. Za to mamy opis tradycji plastycznych i teorii sztuki wykorzystywanych w filmach animowanych, jak komiksowe dialogi w Feliksie czy niemiecki ekspresjonizm w „Królewnie Śnieżce i Siedmiu Krasnoludkach”. Czy wiecie jak „narodziła się” Myszka Miki? Widzicie pewne podobieństwo do królika Oswalda?

 

 

Filmy animowane były narzędziem walki (i wojny) politycznej, gdyż może wydać nam się to zaskakujące – najczęściej była przeznaczona dla widzów bardziej dojrzałych i świadomych podtekstów. Dumbo widzący różowe słonie. Kaczor Donald pragnący wstąpić do lotnictwa. Hitler podrywający walkirię. Betty Boop z prowokacyjnie nagimi nogami śpiewająca o tym, jak to pewien zły właściciel cyrku chciał odebrać jej dziewi… Boop-Oop-A-Doop – wiadomo. To nie koniec. W końcu film animowany posługuje się często okrucieństwem, którego nie powstydziłby się Jigsaw.

Dumbo, Pink Elephants on Parade, 1941

 

Książka jest bogato i ciekawie ilustrowana, oraz przystępnie napisana.  Jej tamtyka może stać się bliższa nie tylko ludziom posługującym się językiem akademickim, ale i  ambitnym czytelnikom. Warto zwrócić uwagę na obszerną bibliografię i sporą ilość przypisów… Niestety, jest to minus – nie znoszę przypisów na końcu książki. Czytając lubię mieć przypis na stronie- oczami lecę na dół i już wszystko wiem. Zwłaszcza w sytuacjach kiedy przypisy mają objętość jednego – dwóch zdań. To nie wolterowski traktat o tolerancji, gdzie przypisy zajmują na stronie więcej miejsca niż tekst naukowy, ale lekka i szybko czytająca się praca naukowa, w której takie zbędne kartkowanie jedynie niepotrzebnie zakłóca rytm. Może należę do mniejszości, ale ja zapoznaję się z przypisami.

Pulbikację poleciłbym osobom zainteresowanym zachodnią animacją. Książkę czyta się lekko, przez co temat szybko staje nam się bliski, a korzystając z usług różnych stron w Internecie, można zapoznać się z większością opisanych animowanych dzieł.

 

Na koniec moja propozycja krótkich trzech filmów animowanych. Tak, by poczuć się na chwilę jak dziecko…

[strona_podzial]

 

Lonesome Ghosts, 1937

 

The Little House, 1952

Porwanie Baltazara Gąbki, „Spotkanie ze Smokiem Mlekopijem”, 1965

 

 

Autor: Paweł Sitkiewicz
Tytuł: Małe wielkie kino. Film animowany od narodzin do końca okresu klasycznego
Wydawca: Słowo/obraz terytoria
Ilość stron: 296
Kategoria: film, rozrywka
Oprawa: miękka

Kamil Mirkowicz

Lód recenzja książki

Są one sługami nieznanej siły, która opanowała Związek Radziecki i zaczęła rozprzestrzeniać się na Europę Wschodnią zamrażając czas. Pod Lodem nie może powstać żadna nowatorska myśl, żadna zmiana obyczajów – jakim zamarzłeś, takim zostaniesz. Do końca. Jednak pojawiła się iskierka nadziei. Nazywa się Benedykt Gierosławski – warszawski matematyk, zajmujący się logiką. Jego ojciec, dawniej zesłany na Sybir za działalność antyrosyjską, podobno rozmawia z lutymi i podobno zszedł na Drogi Mamutów, czyli osławione autostrady aniołów mrozu. Ministerium Mrozu wysyła Benedykta w podróż,aby odnalazł ojca. Ma on nakłonić rodziciela do rozmowy z lutymi, do Odwilży.

Czytaj dalej Lód recenzja książki

Pink Floyd wygrał z EMI

Założyciele grupy Pink Floyd wygrali w londyńskim Sądzie Najwyższym sprawę dotyczącą sprzedaży ich piosenek w sieci. Powodem pozwu był kontrakt negocjowany w 1998 i 1999 roku, w którym znajduje się zapis, że piosenek zespołu nie można sprzedawać pojedyńczo bez uprzedniej zgody Pink Floydów. Prawnicy labelu chcieli dowieść, że nie dotyczy to sprzedaży online przez serwisy typu iTunes, gdyż został on podpisany przed pojawieniem się takich usług w sieci.

Londyński sąd orzekł 11 marca, że klauzula kontraktu miała „zabezpieczać artystyczną spójność albumów Pink Floyd”. Wytwórnia EMI musi na razie wpłacić na konto zespołu 40 000 £, a o dokładnej grzywnie zadecyduje w przyszłości.

Zespół nie stawił się na rozprawie.

Krzysztof Konarski

laptopy poleasingowe

amso.pl

The National – Boxer recenzja płyty

Takim przepisem na wieczór wita nas czwarta płyta jednego z najbardziej znanych amerykańskich zespołów – The National. Uzbrojona w dwanaście niebanalnych utworów, zapisuje się w pamięci na bardzo długo, stając się, jak w moim przypadku, jednym z najważniejszych albumów w życiu.

laptopy poleasingowe

Gdybyśmy znaleźli tyle czasu, że usiąść w miękkim fotelu i po kolei przesłuchać wszystkie wcześniejsze płyty zespołu, zauważylibyśmy jak wiele zmian zaliczyła ich muzyka. Nie chodzi o to, że kiedyś brzmiała gorzej – jedynie o to, że brzmiała inaczej. Wyobraźmy sobie, że The National z pierwszej płyty zespołu („The National”, 2001) to pryszczaty nastolatek, który ma kieszenie pełne marzeń, ale jeszcze nie wie czego tak naprawdę chce od życia. Druga płyta („Sad Songs For Dirty Lovers”, 2003) to ten sam nastolatek, ale naznaczony pierwszą nieszczęśliwą miłością i rozwodem rodziców. Trzecia („Alligator”, 2005) to jego wyprowadzka z domu i pierwsze samodzielne kroki, kiedy wreszcie decyduje sam o sobie i robi to, co chce.

amso.pl

Wtedy docieramy do czwartej płyty, na której nasz nastolatek odkrywa, że świat jednak nie jest taki, jakim go sobie wyobrażał. Spaceruje ciemną ulicą śpiewając po cichu „we′re half-awake in a fake empire”. Wypłakuje się do słuchawki krzycząc „you get mistaken for strangers by your own friends when you pass them at night under the silvery, silvery citibank lights”. Przeżywa rozstanie z ukochaną tłumacząc jej „you might need me more than you think you will”. W ciągu kolejnych lat, dni, godzin, minut przekonuje się, że wszystko w co wierzył, było złudzeniem.

Mamy więc teksty – bardzo osobiste, bardzo proste, ale bezbłędnie trafiające w sedno. Nie spodziewajmy się piosenek o życiu amerykańskiej gwiazdy indie rocka (którą niewątpliwie są), o ogromnych pieniądzach (które niewątpliwie zarabiają), ani o rozwrzeszczanych fankach (które niewątpliwie mają). Na tej płycie, jak zresztą na każdej płycie The National znajdziemy po prostu siebie.

Wiemy już co znajdziemy na płycie. A co usłyszymy?

Muzykę w najlepszej formie, bo muzycznie The National zawsze byli perfekcyjni – i tacy pozostali. Każdy utwór to bogactwo dźwięków. Tempo rozkręca się stopniowo, wspierane kolejnymi instrumentami łączącymi się w jedność w refrenie i cichnącymi na potrzebę poszczególnych zwrotek. Usłyszymy tutaj wiolonczelę, skrzypce, trąbkę, fortepian, flet, organy, klarnet a nawet puzon. Ich wspólne brzmienie jest w przypadku tych kompozycji wręcz oszałamiające – dźwięki nawzajem z sobie powstają i nawzajem w sobie giną. Nie zwrócimy uwagi na cichnącą trąbkę, bo jej miejsce już zajęły skrzypce wspierane puzonem.

Nie zwrócimy też uwagi, kiedy od otwierającego „Fake Empire” przejdziemy do zamykającego album utworu „Gospel”, bo tej płyty słucha się jednym tchem.

  1. Fake Empire
  2. Mistaken for Strangers
  3. Brainy
  4. Squalor Victoria
  5. Green Gloves
  6. Slow Show
  7. Apartment Story
  8. Start a War
  9. Guest Room
  10. Racing Like a Pro
  11. Ada
  12. Gospel

Ocena: 9/10

Agnieszka Gutowska