Pink Floyd wygrał z EMI

Założyciele grupy Pink Floyd wygrali w londyńskim Sądzie Najwyższym sprawę dotyczącą sprzedaży ich piosenek w sieci. Powodem pozwu był kontrakt negocjowany w 1998 i 1999 roku, w którym znajduje się zapis, że piosenek zespołu nie można sprzedawać pojedyńczo bez uprzedniej zgody Pink Floydów. Prawnicy labelu chcieli dowieść, że nie dotyczy to sprzedaży online przez serwisy typu iTunes, gdyż został on podpisany przed pojawieniem się takich usług w sieci.

Londyński sąd orzekł 11 marca, że klauzula kontraktu miała „zabezpieczać artystyczną spójność albumów Pink Floyd”. Wytwórnia EMI musi na razie wpłacić na konto zespołu 40 000 £, a o dokładnej grzywnie zadecyduje w przyszłości.

Zespół nie stawił się na rozprawie.

Krzysztof Konarski

laptopy poleasingowe

amso.pl

The National – Boxer recenzja płyty

Takim przepisem na wieczór wita nas czwarta płyta jednego z najbardziej znanych amerykańskich zespołów – The National. Uzbrojona w dwanaście niebanalnych utworów, zapisuje się w pamięci na bardzo długo, stając się, jak w moim przypadku, jednym z najważniejszych albumów w życiu.

laptopy poleasingowe

Gdybyśmy znaleźli tyle czasu, że usiąść w miękkim fotelu i po kolei przesłuchać wszystkie wcześniejsze płyty zespołu, zauważylibyśmy jak wiele zmian zaliczyła ich muzyka. Nie chodzi o to, że kiedyś brzmiała gorzej – jedynie o to, że brzmiała inaczej. Wyobraźmy sobie, że The National z pierwszej płyty zespołu („The National”, 2001) to pryszczaty nastolatek, który ma kieszenie pełne marzeń, ale jeszcze nie wie czego tak naprawdę chce od życia. Druga płyta („Sad Songs For Dirty Lovers”, 2003) to ten sam nastolatek, ale naznaczony pierwszą nieszczęśliwą miłością i rozwodem rodziców. Trzecia („Alligator”, 2005) to jego wyprowadzka z domu i pierwsze samodzielne kroki, kiedy wreszcie decyduje sam o sobie i robi to, co chce.

amso.pl

Wtedy docieramy do czwartej płyty, na której nasz nastolatek odkrywa, że świat jednak nie jest taki, jakim go sobie wyobrażał. Spaceruje ciemną ulicą śpiewając po cichu „we′re half-awake in a fake empire”. Wypłakuje się do słuchawki krzycząc „you get mistaken for strangers by your own friends when you pass them at night under the silvery, silvery citibank lights”. Przeżywa rozstanie z ukochaną tłumacząc jej „you might need me more than you think you will”. W ciągu kolejnych lat, dni, godzin, minut przekonuje się, że wszystko w co wierzył, było złudzeniem.

Mamy więc teksty – bardzo osobiste, bardzo proste, ale bezbłędnie trafiające w sedno. Nie spodziewajmy się piosenek o życiu amerykańskiej gwiazdy indie rocka (którą niewątpliwie są), o ogromnych pieniądzach (które niewątpliwie zarabiają), ani o rozwrzeszczanych fankach (które niewątpliwie mają). Na tej płycie, jak zresztą na każdej płycie The National znajdziemy po prostu siebie.

Wiemy już co znajdziemy na płycie. A co usłyszymy?

Muzykę w najlepszej formie, bo muzycznie The National zawsze byli perfekcyjni – i tacy pozostali. Każdy utwór to bogactwo dźwięków. Tempo rozkręca się stopniowo, wspierane kolejnymi instrumentami łączącymi się w jedność w refrenie i cichnącymi na potrzebę poszczególnych zwrotek. Usłyszymy tutaj wiolonczelę, skrzypce, trąbkę, fortepian, flet, organy, klarnet a nawet puzon. Ich wspólne brzmienie jest w przypadku tych kompozycji wręcz oszałamiające – dźwięki nawzajem z sobie powstają i nawzajem w sobie giną. Nie zwrócimy uwagi na cichnącą trąbkę, bo jej miejsce już zajęły skrzypce wspierane puzonem.

Nie zwrócimy też uwagi, kiedy od otwierającego „Fake Empire” przejdziemy do zamykającego album utworu „Gospel”, bo tej płyty słucha się jednym tchem.

  1. Fake Empire
  2. Mistaken for Strangers
  3. Brainy
  4. Squalor Victoria
  5. Green Gloves
  6. Slow Show
  7. Apartment Story
  8. Start a War
  9. Guest Room
  10. Racing Like a Pro
  11. Ada
  12. Gospel

Ocena: 9/10

Agnieszka Gutowska

Integrity: Walpurgisnacht recenzja

No przynajmniej to, co zaprezentowali na tym dwupłytowym wydawnictwie jest klasą, z jakiej słynie owa kapela. Metalowy hardcore z solówkami, jakim zasłynęli na pierwszych albumach, podany przez nich stał się kwintesencja ich stylu, rozpoznawalnego od pierwszego riffu. Gitary tną, perkusja młóci, Hellion drze japę o upadku ludzkości, czyli wszystko na swoim miejscu. Nie brakuje mi tutaj niczego. Odeszli trochę od stylu „Integrity” z 2000 roku, co moim zdaniem, wyszło im tylko na dobre.

Płyta przyzwoicie wydana: kolorowy winyl, wkładka z rysunkiem panny z odkrytymi półdupkami, plus teksty do kawałków, jest elo. Ale jest i niesmak ,to trzeba przyznać. Zanęcili dwoma kawałkami, a teraz będą znowu kilka lat szykowali się do nagrania czegoś nowego. Oby nie!

Komputery Warszawa

Tracklista:

1. Walpurgisnacht
2. Mirror In Reverse

t przemysław

Loopless: Loopless recenzja

Nie do końca czuję się władny do pisania recenzji tego typu albumów. Rock i metal to moja działka, w tym siedzę od lat, mam więc jako takie pojęcie o czym piszę, kiedy recenzuję płyty osadzone w tych rodzajach muzyki. Z Loopless sprawa ma się inaczej, bo choć od pewnego czasu doskonale trafiają do mnie okołojazzowe dźwięki, to absolutnie nie czuję się tu ekspertem. Nie wiem czy moje słowo będzie dla was cokolwiek znaczyło w tym przypadku i czy mam prawo się wypowiedzieć. Tym niemniej czynię to. W sposób może nieporadny i zapewne niefachowy, chcę wam przekazać, że ten album cholernie mi się podoba.
Czytaj dalej Loopless: Loopless recenzja

Królowa Cieni recenzja książki

„Królowa Cieni” jest książką, której akcja toczy się na początku XVII wieku w Europie Wschodniej. Bohaterowie dzieła, Tomas i jego syn Peter, są drwalami, których wiatr rzuca po świecie; tym razem trafili do ponurej, zasypanej śniegowym puchem wioski Chust. Wioski, w której dzieje się coś złego – wszak uczestniczenie w pogrzebie samobójcy z tajemniczą krwawą raną nie jest najlepszym sposobem na rozpoczęcie nowego życia w nowym miejscu.

Czytaj dalej Królowa Cieni recenzja książki

Buddha Bar Ten Years recenzja

Tym, który założył i wypromował to miejsce oraz nadał rozgłos na cały świat jest Claude Challe. Wizytówką muzyczną tej niewątpliwie atrakcji Paryża, jest seria płyt pod nazwą „Buddha Bar”. Poprzez liczne podróże, Claude Challe stał się również prekursorem wielu trendów muzycznych opartych na brzmieniach „world music”.

Czytaj dalej Buddha Bar Ten Years recenzja

Hed Kandi: Serve Chilled recenzja

Powstające kluby, programy radiowe, telewizyjne prezentujące muzykę określoną jako chillout i lounge, bo o nich mowa, pokazują jak duże jest zapotrzebowanie na coś nowego w stylach muzycznych. Kolejną propozycją wydawniczą dla miłośników chillout’u jest podwójny album „Serve Chilled”. Część pierwszą rozpoczyna brytyjski duet, który powstał w 1989 roku w Londynie.
Czytaj dalej Hed Kandi: Serve Chilled recenzja

Dishwalla: Opaline recenzja

Dishwalla – nazwa wywodzi się z języka indyjskiego i w dosłownym tłumaczeniu oznacza „montera telewizji kablowej”. Zespół istnieje od 1994 roku, a w jego skład wchodzą: J.R. Richards (wokal, gitara, keyboard), Rodney Browning Cravens (gitara), Scot Alexander (gitara basowa), Jim Wood (keyboard) oraz Pete Maloney (perkusja). Muzykę wyżej wymienionych amerykanów można zaklasyfikować do nastrojowego, w dużej mierze balladowego – alternatywnego rocka.

Czytaj dalej Dishwalla: Opaline recenzja