The National – Boxer recenzja płyty

Takim przepisem na wieczór wita nas czwarta płyta jednego z najbardziej znanych amerykańskich zespołów – The National. Uzbrojona w dwanaście niebanalnych utworów, zapisuje się w pamięci na bardzo długo, stając się, jak w moim przypadku, jednym z najważniejszych albumów w życiu.

laptopy poleasingowe

Gdybyśmy znaleźli tyle czasu, że usiąść w miękkim fotelu i po kolei przesłuchać wszystkie wcześniejsze płyty zespołu, zauważylibyśmy jak wiele zmian zaliczyła ich muzyka. Nie chodzi o to, że kiedyś brzmiała gorzej – jedynie o to, że brzmiała inaczej. Wyobraźmy sobie, że The National z pierwszej płyty zespołu („The National”, 2001) to pryszczaty nastolatek, który ma kieszenie pełne marzeń, ale jeszcze nie wie czego tak naprawdę chce od życia. Druga płyta („Sad Songs For Dirty Lovers”, 2003) to ten sam nastolatek, ale naznaczony pierwszą nieszczęśliwą miłością i rozwodem rodziców. Trzecia („Alligator”, 2005) to jego wyprowadzka z domu i pierwsze samodzielne kroki, kiedy wreszcie decyduje sam o sobie i robi to, co chce.

amso.pl

Wtedy docieramy do czwartej płyty, na której nasz nastolatek odkrywa, że świat jednak nie jest taki, jakim go sobie wyobrażał. Spaceruje ciemną ulicą śpiewając po cichu „we′re half-awake in a fake empire”. Wypłakuje się do słuchawki krzycząc „you get mistaken for strangers by your own friends when you pass them at night under the silvery, silvery citibank lights”. Przeżywa rozstanie z ukochaną tłumacząc jej „you might need me more than you think you will”. W ciągu kolejnych lat, dni, godzin, minut przekonuje się, że wszystko w co wierzył, było złudzeniem.

Mamy więc teksty – bardzo osobiste, bardzo proste, ale bezbłędnie trafiające w sedno. Nie spodziewajmy się piosenek o życiu amerykańskiej gwiazdy indie rocka (którą niewątpliwie są), o ogromnych pieniądzach (które niewątpliwie zarabiają), ani o rozwrzeszczanych fankach (które niewątpliwie mają). Na tej płycie, jak zresztą na każdej płycie The National znajdziemy po prostu siebie.

Wiemy już co znajdziemy na płycie. A co usłyszymy?

Muzykę w najlepszej formie, bo muzycznie The National zawsze byli perfekcyjni – i tacy pozostali. Każdy utwór to bogactwo dźwięków. Tempo rozkręca się stopniowo, wspierane kolejnymi instrumentami łączącymi się w jedność w refrenie i cichnącymi na potrzebę poszczególnych zwrotek. Usłyszymy tutaj wiolonczelę, skrzypce, trąbkę, fortepian, flet, organy, klarnet a nawet puzon. Ich wspólne brzmienie jest w przypadku tych kompozycji wręcz oszałamiające – dźwięki nawzajem z sobie powstają i nawzajem w sobie giną. Nie zwrócimy uwagi na cichnącą trąbkę, bo jej miejsce już zajęły skrzypce wspierane puzonem.

Nie zwrócimy też uwagi, kiedy od otwierającego „Fake Empire” przejdziemy do zamykającego album utworu „Gospel”, bo tej płyty słucha się jednym tchem.

  1. Fake Empire
  2. Mistaken for Strangers
  3. Brainy
  4. Squalor Victoria
  5. Green Gloves
  6. Slow Show
  7. Apartment Story
  8. Start a War
  9. Guest Room
  10. Racing Like a Pro
  11. Ada
  12. Gospel

Ocena: 9/10

Agnieszka Gutowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *