Loopless: Loopless recenzja

Nie do końca czuję się władny do pisania recenzji tego typu albumów. Rock i metal to moja działka, w tym siedzę od lat, mam więc jako takie pojęcie o czym piszę, kiedy recenzuję płyty osadzone w tych rodzajach muzyki. Z Loopless sprawa ma się inaczej, bo choć od pewnego czasu doskonale trafiają do mnie okołojazzowe dźwięki, to absolutnie nie czuję się tu ekspertem. Nie wiem czy moje słowo będzie dla was cokolwiek znaczyło w tym przypadku i czy mam prawo się wypowiedzieć. Tym niemniej czynię to. W sposób może nieporadny i zapewne niefachowy, chcę wam przekazać, że ten album cholernie mi się podoba.

 

Już od pierwszych dźwięków Raining Down było dla mnie jasne, że w tej płycie się zakocham. Innej możliwości nie było. Zaciekawia brzmienie, niby wiadomo, że to żywe instrumenty, ale jest tu jakiś szczególny feeling, który sprawia, iż wydaje mi się jakbym słuchał muzyki składanej z sampli. Jak się jednak lepiej wsłuchać staje się jasne, to muzycy, do tego fantastyczni. Mimo użycia tak skromnego zestawu (trzech instrumentalistów), potrafią stworzyć niesamowity klimat. Czasem nawet brzmi to tak jakby grali w tym samym pokoju. Na temat wokalu Kiki chyba nie muszę się wypowiadać, bo ktoś kto ma taki głos nie musi wiele robić, byleby wydawał z siebie jakieś dźwięki. A ona jeszcze śpiewać potrafi. Balsam dla uszu.

Wracając do otwierającego utworu, ukołysani pierwszymi czterema minutami, zostajemy zaskoczeni nagłym przyspieszeniem. Następny, ponad dziewięciominutowy Pink Blue Hotel to już prawie dub. Trudno byłoby określić ogólny styl albumu, niby można byłoby powiedzieć chillout, ale to nam się raczej kojarzyć będzie ze stosunkowo prostymi delikatnymi dźwiękami. Loopless natomiast, aż się gotuje od ilości gatunków. Żaden utwór nie jest podobny do poprzedniego, mamy jazz, soul, wspomniany dub, funk i pełno innych, których nie jestem w stanie nawet nazwać. Trzeci na płycie Is The Phone Broke Or Something? rozłożył mnie na łopatki całkowicie. Nie mam wątpliwości, że to jedna z piękniejszych jazzowych rzeczy jakie dane mi było słyszeć. Kika czaruje niesamowicie, aż człowiek chce wziąć telefon i zadzwonić. Educated Fools to już popis perkusisty, w życiu bym nie pomyślał, że to gra żywy człowiek. Blue And Yellow Bird zachwyca rozmachem i etnicznymi naleciałościami, ponad dziesięć minut i ani jednej nudnej sekundy.

Mógłbym tak przelecieć przez całą płytę i opisać wam każdy kawałek, ale właśnie sobie przypomniałem, że muzyki należy przede wszystkim słuchać. A nie mówić o niej, czy pisać. Dlatego nie traćcie już ani jednej cennej sekundy na czytanie moich wypocin, zaopatrzcie się lepiej w Loopless. Jeśli lubicie jazzujące, idealne na długie wieczory dźwięki… takie do lampki wina, to musicie tego posłuchać. Ja sam, choć nie piję, mam na nie ochotę gdy słucham tej płyty. Po prostu pasuje.

Sponsoruje nas Laptopy poleasingowe Warszawa i laptopy poleasingowe Bielsko Biała

1. Raining Down
2. Pink Blue Hotel
3. Is The Phone Broke Or Something?
4. Educated Fools (Waiting On)
5. Blue And Yellow Bird
6. …And Shut The Door
7. Carnival Bandits
8. Red Thing Called Love
9. Mashairi For Upendo
10. Desert Crossing Song

Ocena: 10/10

autor NULL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *