Katy B – Katy On A Mission recenzja płyty

Ze strachem i drżącą dłonią włączam kanały muzyczne, które karmią moje uszy pseudo klubową muzyką, a oczy widokiem tańczących pań przyodzianych w skąpe majteczki. I nagle, ku mojemu zdziwieniu, na ekranie pojawia się młoda dziewczyna, a muzyka, którą przedstawia nie prowokuje mnie do wyłączenia odbiornika. Ba, po wysłuchaniu domagam się więcej. Tak zaczyna się mój rozdział z Katy B.

Kathleen Brien urodziła się w 1989 roku. Jest absolwentką BRIT  School, którą ukończyły także Adele, Amy Winehouse czy Kate Nash.

Laptopy poleasingowe Warszawa

Katy w muzycznym świecie zaistniała w 2010 roku, kiedy to światło dzienne ujrzał jej pierwszy singiel zatytułowany Katy On A Mission. Misja jak najbardziej zakończona powodzeniem. Utwór piął się wysoko wśród list przebojów. Parę miesięcy później wychodzi drugi singiel – Lights On doprawiony gościnnym udziałem Ms. Dynamite. Tutaj artystka udowadnia, że potrafi jeszcze więcej. Przypieczętowuje to longplayem Katy On A Mission, który na rynku pojawia się 4 kwietnia 2011 roku.

Choć z reguły jakże popularnemu dziś dubstepowi przysłuchuję się z uwagą i niemałą ostrożnością, to Katy, która połączyła to z funkiem, elementami R&B i house, nie wzbudza żadnych obiekcji i wątpliwości. Artystka pokazała, jak dobrze tworzyć współczesną muzykę. Za produkcję materiału na krążku odpowiadają Magnetic Man, Zinc i Geeneus. Do bitów stworzonych przez zdolnych gości dochodzą nietuzinkowe teksty Katy i jej interesujący wokal. Ze wszystkiego rodzi się kilkadziesiąt minut dobrej muzyki, która zasługuje na miano jednego z wielkich debiutów roku.

Z krążka powinni być zadowoleni zarówno klubowi koneserzy, jak i słuchacze ze słuchawkami na uszach w domowym zaciszu.

Jeśli każdy debiut na rynku będzie brzmiał tak dobrze, to jest szansa na powstanie z popiołów dzisiejszej komercyjnej, plastikowej sceny muzycznej.

Natalia Biedacha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *