Hail Of Bullets: Of Frost And War recenzja

Z Wielkiej Czwórki,  milczał co prawda Entombed, ale może to i dobrze, skoro ostatnio błogosławił nam wyjątkowo średnim wydawnictwem w postaci „Serpent Saints”, które nie umywa się ani do tegorocznych albumów , ani tym bardziej do ich poprzedniej epki. Ale zapędziłem się nieco w dygresji. Gdybyśmy pozostali w takim układzie konfiguracyjnym, to można by się zastanawiać, kto ze wspomnianej trójki spłodził najlepszą rzeczy. Z niekorzyścią dla Szwedów,  palmę pierwszeństwa przejął debiutujący, holenderski Hail of Bullets, który dzięki płycie „Of Frost And War” stał się z miejsca dużą nazwą na death metalowym firmamencie.

Debiutant debiutantem, ale zespół tworzą sami doświadczeni muzycy, terminujący w takich kapelach jak Gorefest, Pestilence, Asphyx i Thanathos. Jak widać,  mamy tu czołówkę holenderskiej sceny. Sukces albumu przestaje dziwić jeszcze bardziej, kiedy wiemy, że mikrofon obsługuje tu sam Martin van Drunen, a naciągi okłada ten pieprzony geniusz Ed Warby. Tematyka, która zajmuje się Hail of Bullets, to przede wszystkim II Wojna Światowa, a konkretnie najkrwawsza ze wszystkich kampanii w dziejach, czyli wojna niemiecko-rosyjska. Trzeba przyznać, że Martin jako autor tekstów , podszedł do zagadnienia jak najbardziej na poważnie. Wystarczy poczytać je przez chwilę, aby przekonać się, że przestudiował sporo książek, zanim skreślił jakąkolwiek linijkę. Oczywiście nie brakuje tu opisów przemocy i okrucieństwa, ale nie są one celem samym w sobie, a jedynie tłem historii, która autentycznie się wydarzyła. Brzmi to dużo poważniej , niż dzieło pewnego szwedzkiego zespołu na M, który tworząc krótką litanię tortur i mordu uważał, że napisał piosenkę o Powstaniu Warszawskim.

Laptopy poleasignowe Warszawa

Dochodząc do samej muzyki. Album otwiera… intro. Intra w metalu mają to do siebie, że są zlepkiem przypadkowych dźwięków, o mniej lub bardziej mrocznej treści, za to absolutnie pozbawionych sensu. W tym wypadku jest inaczej. Delikatne durowe dźwięki organów i wiolonczeli , wprowadzają atmosferę smutku i zadumy,  zanim wyrwie nas z niej motoryczny „Ordered Eastward”. Prosta, ale dynamiczna perkusja i ciężkie jak stutonowy czołg riffy. Od początku czujemy, że nie będzie tu żadnych technicznych fajerwerków. Gitary tną powietrze jak brzytwa, a Martin swym charakterystycznym zdartym wokalem,  wykrzykuje kolejne komendy. Album ma w sobie pewną dziwaczną przebojowość, która przyciąga mimo tej pozornej surowości i ascetyzmu środku. Czujemy tę wojenną machinę,  bez względu na to, czy przejeżdża po nas powolny „General Winter” czy ostrzeliwuje rozpędzony „The Crucial Offensive”. O wartości tej płyty najlepiej jednak przekonać się w momencie,  gdy po headbangerskim „Advancing Once More” wpada na nas wściekły „Red Wolves of Stalin”. Ciężko ten album  przełknąć jednym haustem, ale i ciężko się od niego uwolnić.

Komputery Warszawa

Rewelacyjną produkcję wysmażył chłopakom sam Dan Swano (który huknął także tu i tam). Gitary mają gęstość spływającej lawy, a siłę porządnego niemieckiego Tygrysa. Nie brakuje tu też szumów i trzasków,  co sprawia, że muzyka staje się odrobinę chaotyczna, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Rewelacyjnie dynamiczne bębny zyskują na sile , im bezwględniej okłada je Ed. Myślę, że jest to główna moc, która odróżnia ten krążek od szwedzkich klasyków, gdzie perkusja jest mimo wszystko dość anemiczna. Przyznam, że brakuje mi tu czasem momentu, w którym zespół wrzucałby piąty bieg. Jest w tym niespotykana energia, ale niekiedy pewne rozwiązania aranżacyjne,  aż proszą się o finał w postaci ulewy blastów. Zespół pozostaje jednak wierny oldschoolowemu charakterowi swej muzyki i dlatego „Of Frost and War” nie przekracza nigdy pewnej prędkości. Z drugiej strony będę ostatnim, który powie, że tej płycie brakuje pary.

Debiut Hail of Bullets, niszczy w swoim gatunku wszystko , co zostało wydane w tym roku. Nie sądzę, abym był w swym stwierdzeniu bardzo subiektywny. To nie tylko solidna robota kilka weteranów. To jest właśnie taki album, do którego chce się wracać i którego chce się słuchać mimo, że przyjemność to ostatnie uczucie,  jakie chcą w nas wywołać Holendrzy. Boli? I bardzo dobrze.

 

Tracklista:

 

1. Before The Storm (Barbarossa)
2. Ordered Eastward
3. The Lake Ladoga Massacre
4. General Winter
5. Advancing Once More
6. Red Wolves of Stalin
7. Nachthexen
8. The Crucial Offensive (19-11-1942, 7:30 AM)
9. Stalingrad
10. Insanity Commands
11. Inferno at The Carpathian Mountains
12. Berlin

Ocena: 7.5/10

Michał Kowalski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *