Owl City: Ocean Eyes recenzja

Zanim jego gwiazda rozbłysła miał już na swoim koncie dwa krążki. Rozgłos zyskał dzięki portalowi MySpace, gdzie został wypatrzony przez przedstawicieli dużej firmy płytowej. I właśnie w tym sensie można potraktować Adama Younga – jako debiutanta w koncernie fonograficznym.

Album „Ocean Eyes” jest w całości utrzymany w synthpopowym brzmieniu. Nie ma tu nic nowatorskiego. Wszystko już znamy z wcześniejszych dokonań innych artystów. Słodka elektronika czasami aż do przesady powoduje, że spośród dwunastu premierowych nagrań dosłownie dwa/trzy zasługują na uwagę – na pewno pierwszy utwór promujący całość „Fireflies”, który do dnia dzisiejszego świetnie funkcjonuje na radiowych playlistach i zestawienia sprzedaży singli. Dodatkowo nagranie to doczekało się super klubowego remixu autorstwa Jasona Nevinsa, co jest dużym plusem. Kolejnym jest „The Bird And The Worm” utrzymany w typowym lekkim popie i na tym poprzestańmy. W warstwie tekstowej krążek dostosowany jest do aktualnych wymogów amerykańskiej publiczności – niestety. laptopy poleasingowe Kraków

Płyta „Ocean Eyes” młodego Adama Younga aka Owl City nie zachwyca tak jak była reklamowana i okrzyknięta dużym wydarzeniem. Mam nadzieję, że następne jego produkcje będą już bardziej dojrzalsze i bardziej przebojowe.

Ocena: 5/10

Tracklista:

1. Cave In
2. The Bird and The Worm
3. Hello Seattle
4. Umbrella Beach
5. The Saltwater Room
6. Dental Care
7. Meteor Shower
8. On The Wing
9. Fireflies
10. The Tip Of The Iceberg
11. Vanilla Twilight
12. Tidal Wave

Arkadiusz Kałucki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *