Should-Like fire without sound recenzja płyty

Upał, ciężki dzień w pracy, zbiera się na burzę – dzień w którym mam ochotę znaleźć się w miejscu niedostępnym dla nikogo, w którym odnajdę ciszę, ale w moim świecie nie ma ciszy. Nawet cisza staje się dźwiękiem.

Wracam do domu, a tam czeka na mnie płyta. Pierwsza myśl: tylko nie dzisiaj, nie mam siły na wysłuchiwanie kolejnych niby-super zespołów, ale trudno to moja praca. Odpalam srebrny krążek i kładę się na podłodze i…. I słyszę terapeutyczne dźwięki dla mojej zmęczonej psychiki. Wydawnictwo Words Music zaprezentowało „Like a fire without sound” zespołu Should, okazała się lekiem, który pozwala złapać oddech choć na chwilę.

 

A wiecie, że sponsoruje nas laurem.pl laptopy poleasigowe Kraków?

Spokojne, proste melodie z przepięknymi riffami gitarowymi i dobrymi tekstami autorsta Marca Ostermeier′a. Album rozpoczyna utwór „Glasshouse”. „I myślę, że usłyszał ciszę, po raz pierwszy uderzyło mnie to”. Potem płynnie przechodzi w kolejne piosenki: „Turned Tables” i „Slumberland”, które brzmią podobnie, co w pewnym momencie może być irytujące, bo wydaje się, że wysłuchujemy utworu, który trwa osiem minut, ale to nic, nie szkodzi. Podobieństwo zrekompensował mi kawałek „Awake at night”, który pokochałam miłością bezwarunkową. Słuchając w wyobraźni wyświetla się obraz: ciepła, gwieździsta noc, ona i on, oboje siedzą blisko okien, dzieli ich dystans, ale rozmawiają ze sobą, każde z nich szepce o swoich pragnieniach, wątpliwościach. Ostermeier ukazuje w piosence niepokój nocy, że nic nie jest pewne, a nasze wspomnienia o drugiej osobie powinniśmy utrwalić w pamięci, bo inaczej ciemna noc je pochłonie.

„His hands are small and settle down to rest on his lap, his mind at ease, breathing the night air, there is nothing much to see and enjoy watching his struggle to stay awake at night”

I tak nastrój nieco poprawia się i z kołysankowego „Awake at night” przechodzimy do bardziej „pogodnych” utworów. Płyta kończy się najcichszym utworem na całej liście. „The great pretend” to idealne optymistyczne zakończenie.

Po wysłuchaniu tej płyty, nie przeszkadza mi już cały chaos dnia dzisiejszego, nie przeszkadza mi szef nastawiony na wynik, koledzy z pracy, hałas docierający z ulicy, ludzie robiący hałas z byle powodu. „Jak ogień bez dźwięku” sprawił, że czas zatrzymuje się na chwilę a odbiorca może poczuć się zrelaksowany, spokojny, pozytywnie nastawiony do świata i…samego siebie. Spokojna linia melodyczna i teksty Ostermeiera, sprawiają, że wspomnienia wracają i sprawiają nam niezwykłą radość.

Bez wątpienia ten album powinien znaleźć się u każdego, kto chce na chwilę przystopować i dostrzec co go omija albo dla kogoś kto tak jak ja potrzebuje chwili „ciszy”. Ta płyta obudzi w was głęboko skrywane pragnienia. Posłuchajcie jak brzmią marzenia.

Ocena: 9/10

Katarzyna Charzewsak

Tracklist:
01. Glasshouse (03:58)
02. Turned Tables (04:54)
03. Slumberland (05:34)
04. Awake At Night (03:53)
05. Just Not Today (03:09)
06. Broken (03:36)
07. Always Returning (05:27)
08. Famous For Her Dress (05:25)
09. The Great Pretend (04:57)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *