Bad Religion: Live At The Palladium recenzja

Naprawdę przepraszam, ale nie postawiłbym na waszym miejscu Bad Religion na równi z Blink 182 czy innymi komercyjnymi tworami amerykańskiej sceny poppunkowej typu Avril Lavigne czy New Found Glory… I dlatego właśnie zdecydowałem sie na recenzję płyty BR – koncertu z Palladium, który odbył się 24 listopada 2004 roku.

Ekskluzywne wydanie DVD zawiera 31 piosenek koncertowych BR (jak powiedział sam wokalista Greg Graffin „zagramy coś nowego, coś starego i cos po środku”),z całej wieloletniej twórczości zespołu (to już ponad 25 lat chłopaki się trzymaja na scenie i nadal dają czadu). Kawałki są przeplatane licznymi wywiadami, a na samym końcu będziemy mogli obejrzeć parę teledysków kapeli. Ubolewam nad ceną oryginału bo jeśli uda wam sie trafić go w Polsce to zapłacicie jakieś 200 zł.

Sponsorem naszej witryny jest laurem.pl – laptopy poleasingowe Kraków

LATP to 96 minut muzyki w najlepszym wykonaniu – kawałki z najświeższej plyty „Empire Strikes First” są przeplatane hitami takimi jak „Generator”, „No Control” czy „American Jesus”. Greg Graffin wykonuje też świetną wersję „Cease” grając solówkę na pianinie. Ujęcia na wersję DVD zostały wykonane z 5 kamer, więc jeśli komuś uda się tak jak mi obejrzeć całość, przyzna, iż została nagrana bardzo dynamicznie i żywiołowo. Być podczas tego koncertu wśród publiki to dopiero gratka dla fana Bad Religion – zazdroszczę tym szczęściarzom. Ogólnie duży plus dla chłopaków.

Pamiętacie czasy płyty „How Could Hell Be Any Worse?” – styl Bad Religion z tamtego okresu bardzo przypadł fanom do gustu. Później spadła na nich krytyka, iż zaczęli być komercyjni i długo większość fanów nie odnajdywała się w dźwiękach płyt z lat 90. Ostatnie dwa albumy „The Process Of belief” i wspomniany już „Empire” wracają do starego stylu, co da się odczuć także podczas występu BR w Palladium. Graffin okroił mocno kawałki uznane za typowo komercyjne pozostawiając całą niezwykłość i kunszt utworów, które stają się dla nas wartościowe wtedy, gdy docenimy ich walor artystyczny, a nie to, że wpadają łatwo w ucho. Tak jest np. z kawałkiem „Infected” czy „No Direction”, którego niestety nie ma na koncertówce, albo z „Faith Alone”.

A zresztą. Wielu się nie zgodzi, bo punk jest na tyle różny w stylach i ocenach, że dla każdego co innego stanowi priorytet. Właśnie dlatego tak często wynikają konfikty przy ocenach najnowszych płyt. No ale krzyczcie sobie a ja tak czy siak stawiam Live at Palladium notę 9/10

autor Jacek Dąbrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *