Katie Melua: Piece by Piece recenzja

Kilka prostych akordów. Subtelnie rozmieszczane dźwięki wzbogacają aranżację. Fortepian, podkreślający dramatyzm. Gdzieś w tle smyczki rzewnie płaczą. I głos. Czysty, niezwykle sugestywny. Piękny, nienachalnie operujący szeroką gamą dźwięków. Spokojnie zadający trudne pytanie o murzyński rasizm i jego przyczyny. Dramatycznie narastający krzyk sprzeciwu – wciąż czysty, piękny.

Tak wyglądało moje pierwsze spotkanie z twórczością Katie Melua. Utwór Spider′s web zaskoczył chyba wszystkich sugestywnym dramatyzmem i niezwykle trudną tematyką. I chyba czymś jeszcze, czymś tak niezwykłym, że aż trudnym do nazwania. Słuchając albumu Piece by Piece trudno uwierzyć, że od premiery płyty mijają już trzy lata. Ale to jest właśnie to nieuchwytne „coś”, co sprawia, że co jakiś czas sięgam na półkę poszukując płyty ze śliczną wokalistą na okładce. I za każdym razem z przyjemnością odkrywam tę płytę na nowo.

Bez wątpienia źródłem wyjątkowości tej płyty jest idealna wręcz praca zespołowa. Znakomici muzycy, którzy wzięli udział w nagraniach, pokazali co naprawdę oznacza słowo współpraca. Wspaniałe bluesowo – jazzowe kompozycje są wynikiem umiejętnego połączenia indywidualności, nie zaś rywalizacji. Jednocześnie muzyka pozostała „szczera”. Słychać, że płynie prosto z serca, że ci, którzy ją komponowali i nagrywali po prostu kochają to robić. Kochają muzykę. Dzięki temu słuchając żartobliwej opowieści o nieśmiałym chłopcu (Shy boy), relacjach damsko – męskich (Blues in the night) czy On the road again powstaje wrażenie, że wokalistka się uśmiecha, puszcza do słuchaczy zawadiackie „oczko”. To dlatego każdy chyba chciałby usłyszeć tak piękne wyznanie miłości jak w Nine million bicycles a uczuciowy zawód w Piece by piece jest tak boleśnie prawdziwy.

O niezwykłej artystce, jaką jest Katie Melua, napisano już tony tekstu. Każdy, kto zechce może wybrać jeden z linków zamieszczonych na końcu recenzji i zapoznać się z jej dorobkiem, życiorysem a także pooglądać galerie zdjęć tej obdarzonej niezwykłą urodą kobiety. Warto jednak zwrócić uwagę, że choć świadoma swej urody Katie pozostaje pełną magicznego uroku sympatyczną osóbką. Nie epatuje wulgarnym erotyzmem. Elegancki luz tylko podkreśla jej własny styl i niezwykłą urodę. I druga sprawa – elektryzująca, przykuwająca uwagę widowni, wręcz hipnotyzująca filigranowa osóbka z burzą niepokornych loków na głowie nie przytłacza swoją obecnością zespołu. Na koncertach widać, że świetnie się bawi, i nawet gdy stoi – to jak stoi! Ów niezwykły magnetyzm widać również na jej koncertowych DVD.

Piece by piece to płyta niezwykła. Płyta, do której wciąż chce się wracać i nigdy nie sprawia zawodu. Płyta, dzięki której różne większe i mniejsze podłości, jakie każdy doświadcza, przestają być tak irytujące. Płyta, bez której świat byłby brzydszy.

Komu ją polecić? Każdemu, kto szuka piękna.

Tracklista:

1. Shy boy
2. Nine million bicycles
3. Piece by piece
4. Halfway up the Hindu Kush
5. Blues in the night
6. Spider′s web
7. Blue shoes
8. On the road again
9. Thankyou, stars
10. Just like heaven
11. I cried for You
12. I do belive in love

 

Autor tekstu: M. Nawrocki

Witrynę sponsoruje firma AMSO RENT Wynajem komputerów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *